uśmiechnięta WIEDŹMA. . . . . . . . . optymistycznie nastawiona do życia ZOŁZA. . . . . . . . . jednym słowem JĘDZA. Treści zawarte na blogu wyrażają moje osobiste przekonania, opinie i poglądy.. Zgodne z art.54 pkt.1 Konstytucji RP. ......................................................................................................... .. ........................................................................... Kontakt ze mną: yoanab.bieber@gmail.com
Wpisy
A tak mi gra, co bym na inna stacje przełączyła zaraz sie pojawia to. No to gnac trzeba w te pędy, żebym potem znów sobie mogła powiedzieć, że nie żałuję ani chwilki.
Generalnie zycie jest cudowne.
No i pewnie dlatego mało na blogu piszę, bo ilez można pisać w kółko macieju to samo, wolę znów apiać od nowa wciąź na nowo to przezywac. Jednym słowem ŻYĆ.
ufff jaki to czlek zmeczony po ponad tygodniu weekendu majowego z przepiekna pogoda na lonie natury, po prostu rozkosz.
no ale sie skoncczyllo, pogoda sie pochrzanila, wrocilismy do domu, a tu takie realne zwykle zycie i jak zawsze heja byla za rogi i do przodu.
Nie mialam weny od jakiegos czasu, do pisania, a teraz jakos tez mi nie po drodze. Ogolnie jest oki, na pewno nie jest gorzej. Ambitnie i zazarcie szukam pracy, takie normalne codzinne zyciowe sprawy.
Buziaki wszystkim
jedziemy na wiec, znaczy sie na nasze wlosci, no bo przecie majatki ziemskie mamy;P nie wiem kiedy wracamy, buziaki.
Ps, chyba tam nie ma jakiegokolwiek zycia wirtualnego.
Slonce grzeje olejki musze opalajace jeszcze spakowac
buziaki, sciski, udanego dla Was weekendu majoweo
papapapapa
Poszłam - otrzymałam - wróciłam
znaczy się dostałam wymówienie, szukam pracy, zainteresowanym podeślę CV na maila:-)))))))
spódniczka -wybrana, wyprasowana. Bluzeczka(umiarkowany dekolt) - wybrana odprasowana, pończoszki- wybrane nieprasowane, butki-wyczyszczone, torebka - spakowana, biżuteria - jeszcZe nie wybrana, nienaszykowana, bielizna wybrana naszykowana.
Stawiam czekoladę; gdzie Asik się jutro wybiera skoro świt??? ;-))))) hi hi hi
dupa jaś wcięło mi cały skończony wpis, ah te rozbiegana paluszki, się obraziłam na nie i nie będe ich uzywac......
MÓWI KURCZAK DO JAJECZKA: JAKA ŚLICZNA PISANECZKA.
A KRÓLICZEK GŁOŚNO KRZYCZY, ŻE WESOŁYCH ŚWIĄT WAM ŻYCZY
NIECHAJ ŚWIĘTA WIELKIEJ NOCY BĘDĄ PEŁNE BOSKIEJ MOCY,
ABY ZDRÓWKO DOPISAŁO I JAJECZKO SMAKOWAŁO ! ! !
Serdecznie, a nade wszystko prosto z głębi serca.
Joanna z rodziną.

a to moje obecne hobby-deopupage, tzn, jego początek, to tak na próbę zrobione. Ale ogólnie super to jest. Masa projektów w głowie się wylęga, ogólnie bajera.
Ps: co do poprzedniego wpisu, no to jak to jędza, wyrzuciłam z siebie, a co mnie nie zabiło, ( a mnie to kłonica to ciężko dobić) to wzmocni no i heja pierś do przodu wypięta, bródka do góry zagięta i heja za rogi byka, i do przodu:-)
No jak zawsze......
ściski
No to mnie ruszyło!!!!
No a co chodzi?? jak nie wiadomo o co to chodzi o pieniądze. Tak mawiają i w sumie mają racje no bo zwał jak zwał chodzi o kasę na leczenie, w tym przypadku na leczenie stwardnienia rozsianego.
1. Pani Niteczka i jej starania o kawałek normalności życiowej w swojej chorobie i chorobie syna i bezmyślnego egzekwowania bezmyślnie tworzonych ustaw i prawa.
2. Dorota Zielińska- i perypetie w sprawie gileny, niby sprawa bezprecednsowa, ale (zawsze jest jakieś ale) karzą jej leżeć w szpitalu żeby łyknęła jedną tabletkę dziennie.
No i poszło......
jakieś ostatnie 1,5 roku przewinęło się przez łepetynę moją.
No bo dlaczego jak jest lek co pomaga aktualnie i umożliwia prawie ( a prawie robi przecież jednak wielką różnicę) to czemu odmawia się choremu tej łaski, no właśnie, chyba łaski, jak skazanemu. Tu cisną mi się jednoznaczne skojarzenia.
Jak opisuję tu na tym blodku staram się o mozliwość leczenia preparatem tysabri. Dla przypomnienia po 3 dawkach "zeszłam" od wskazania na wózek inwalidzki do samodzielnego przejścia ponad 3 kilometrów. Wydałam wszelkie rodzinne oszczędności na lek (koszt 7 tys/miesięcznie), dzięki chojności darczyńców i sponsorów udało mi się pokryć rok leczenia tym lekiem i w styczniu tego roku przyjęłam ostatnią dawkę. Póki co jest oki.
Nie ustępowałam jednak przez ten czas w możliwości pozyskania w jakikolwiek sposób mozliwy, powiedzmy refundacyjny, sposób leczenia.
Na wszelkie wysyłane pisma dostałam odpowiedź jedynie z biura PiS. Ani Kancelaria Premiera RP, ani MZ, ani NFZ, ani też Partia Janusza Palikota, nie wspominając o szpitalu WAM w Łodzi nie raczyli odpowiedzieć na moje pisma.
Nic się nie zmienia i pewnie nic sie nie zmieni i ani ja, ani Pani Niteczka, czy też Dorota Zielińska, jak również masa innych zbierających na swe leczenie na lek co umożliwia namiastkę normalności, nie wspominając o tych którzy są zbyt chorzy, żeby iich leczyć, nic tu nie wskórają.
No chyba że się zjednoczymy i może na te "czołgi" z miotłami i "miarki krawieckimi, żeby zamierzyć dystans między szarym człowiekiem a władzą" jak to ujęła Pani Niteczka, no pospolite ruszenie na sejm wszystkich kalel, kuternog czyli tych o których sie nie dba w Państwie naszym.
Jednocześnie jakież oburzenie wywołują dywagacje nad eutanazją, no cóż ciche przyzwolenia na utratę zdrowia, niejednokrotnie życia przechodzi, a oficjalnie to już wstyd i hańba.
No a co w tej sytuacji z Konstytucją RP i art.68??????
Art. 68.
Panowie i panie władza, przecież Was też to może spotkać, jak i Wasze dzieci, to czemu odmawiacia nam możliwości rozmowy i negocjacji.
No i takie tam, po prostu osłabłam jak wyrzuciłam z siebie trochę.
Kiedy się coś wreszcie zmieni!!!!!!!!!!
Teraz z innej beczki.
Zamieszczam PRZEPIS na LaurowyTorcik, co tak wielką furorę zrobił podczas wszelakich uroczystości szkolnych u Laurki, żeby osłodzic wszystkim te gorycz.
Boże daj mi siłę abym to wszystko potrafiła znieść, tylko siłę daj umiarkowaną.....
TU OKA, TU OKA, JA-GRAB, JAK MNIE SŁYCHAĆ - ODBIÓR!!!!!!!!!!!!!!!!
Bo odbiór to u mnie zawsze jest:-D
Się martwicie o mnie? no wiem wiem, ale złego diabli nie biorą, a dobrego nie chcą, a że mnie to i kłonicą nie dobijesz, więc jestem, jestem.
Żyję sobie takim rytmem, że ledwie mam czas poczytać co u Was, no pseplasam, ale serio tak.
Rozpoczęliśmy sezon działkowy i grilowy, więc powstał plan, wcielany już w życie, że sprzątamy tę harendę, wymieniamy rury w kominie i dach naprawiamy i podłoge tyż, bo się zarwała no i w ogóle odgrozuzowywanie w pełni tego słowa znaczeniu. Działka to w sumie kawałek gospodarki na wsi, po ojcach;-) ostatnio ktos tam ciutke funkcjonował w 2005, więc wierzcie mi prosze jest co robić, bo nikt od tego czasu w chałupie nie siedział.
Laurka po drodze była chora, 4 dni placke w łózku z temperaturą przeleżała, a kolejnego dnia wstała jak gdyby nigdy nic, ot ja dziecko:-D ma to pewnie po mamusi, no z tą kłonicą;-)
Dziś w szkole ma święto szkoły, na galowo się rychtuje własnie, ja ciasto napiekłam, a o 17 spartakiada w szkole, rodzice kontra dzieciaki. Ja oddelegowana jestem do kibicowania. Zaś tata do siatkówki i do tenisa stołowego, bo po południu spartakiada. Jurkowi już spodenki, dresy, adidaski naszykowałam;-)
A jutro na wiochę. Mięsko się marynuje, zupę dziś zaprawię i inne cpecjały też, a dwie blachy drożdzowego już są, jedno z kruszonką, drugie zaplatane z marmeladą różaną, tą z tesco;-)
A u mnie to jak za starych czasów, do drugiej w nocy gadki uskuteczniami z Jurkiem, a o 7 juz na nogach;-)
No to już wiadomo z grubsza co i jak u mnie.Jak zawsze samo życie:-D
Wszystkim słońca w duszy życzę, adrenaliny w żyłach i szczęścia w mózgu.
Ściski